Panama
 

 

Literka T przy dniu znaczy relacje Tomka

Literka B i pochylony tekst - Beaty


26 kwietnia


Mój kapitan, całkowicie już zdrowy wziął się ostro do pracy nad naszym pokładem, mamy zamiar za miesiąc opuścić Panamę.
W całym jachcie pełno białego pyłu od szlifowania pokładu...
Tomek też biały jak bałwan:-)
W międzyczasie naprawił też układ sterowania, z którego wyciekał płyn hydrauliczny i przywrócił do życia szwankujący generator.


Ja z kolei wyjęłam wszystko z kabiny rufowej – czyli naszego magazynu niezliczonych części zapasowych, wielkich worów żagli, ciepłych ciuchów i robie w niej dokładne porządki, jednocześnie przenoszę tam rzeczy z kabiny dziobowej, gdzie mamy zamiar na Karaibach dobudować duży zbiornik słodkiej wody – zamiast ogromnej szafki – która teraz służy jako magazyn drzewa i sklejki.
W tej chwili nasz zbiornik słodkiej wody ma 500 litrów, i w duecie z odsalarką w zupełności nam to wystarcza kiedy jesteśmy we dwójkę, nie mamy problemu z wodą pitną, codziennym prysznicem czy nawet od czasu do czasu włączeniem naszej małej pralki automatycznej.
Problem pojawia się gdy na jachcie jest więcej załogi i jeszcze na dodatek, jak ostatnio, szwankuje generator... w związku z czym nie ma możliwości zrobienia słodkiej wody.


25 kwietnia


Tomek w końcu po dziesięciu dniach wybuchowej sraczki i bólach żołądka, poczuł się dziś lepiej i nawet wyszliśmy wieczorem na ląd, na internet. ( od miesiąca nie mamy internetu na jachcie)
Chyba najbardziej podczas tej choroby cierpiał z powodu przymusowej diety:-)
Kleiki ryżowe i krakersy nie należą do jego ulubionych dań:-)
W dalszym ciągu jednak stara się jeść potrawy lekko strawne i wypija co dzień 2 litry herbaty rumiankowej z imbirem.


24 kwietnia


Spakowałam pościel, poduszki i pokrowce z materacy po gościach nurkowych, a także z naszej koi i mesy, i nasz znajomy Bob zawiózł mnie do pralni z czterema wielkimi worami prania ( to tylko połowa)
Kiedy wkładałam to pranie do ośmiu pralek (!) dwie kobiety przyglądały mi się z dezaprobatą kręcąc głowami.
Pomyślałam że pewnie nieładnie pachnie nasze pranie... trzytygodniowy rejs bez słodkiej wody sprawił że wszystko było przepocone...
W końcu jedna z kobiet chyba nie wytrzymała, podeszła do mnie i po angielsku zapytała: „jak długo nie robiłaś prania?”
Ach, o to jej chodziło:-)
Więc spokojnie wytłumaczyłam że mieszkam z mężem na jachcie i mieliśmy czterech gości i trzytygodniowy rejs...
Chyba nabrała do mnie więcej sympatii gdy się dowiedziała że z zasady nie jestem brudasem który kolekcjonuje pranie po pół roku... bo nawet mi przy nim pomogła:-)


20 kwietnia


Niedawno skontaktowali się z nami Gosia i Tomek z s/v Sanny, stali po drugiej stronie kanału w Colon i zapytali czy nie pomoglibyśmy im przeprowadzić ich jachtu przez Kanał Panamski.
Zrobiliśmy sobie więc wycieczkę autobusem do Colon i stamtąd na pokładzie s/v Sanny przez kanał do Panamy.
Przejście Kanału Panamskiego nie jest specjalną atrakcją, jednak fajnie było w tym uczestniczyć by wiedzieć dokładnie jak takie przejście wygląda.
Tomek co prawda większość tej przygody przespał, z temperaturą i silnym zatruciem pokarmowym, budził się jedynie, aby się czegoś napić i kiedy przechodziliśmy przez śluzy, aby pomóc w trzymaniu lin.

Strona Gosi i Tomka, gdzie można znaleźć więcej szczegółów na temat przejścia kanału.
http://www.rejsyjachtem.pl

Nasi nowi znajomi Gosia i Tomek spędzili jeszcze parę dni w Panamie, naprawiali się i robili zakupy na kolejny etap rejsu, w związku z tym spędziliśmy razem kilka fajnych wieczorów.
Sympatyczni ludzie.


 



                                                                                              5 kwietnia

Niedziele Wielkanocną spędziliśmy typowo po słowiańsku.
Odwiedzili nas znajomi z łódki obok, trzech Rosjan, przynieśli ze sobą wędzoną słoninę, wędzone mięso (przywiezione prosto z Moskwy), malowane jajka i wielkanocną babkę, wszystkie smakołyki wcześniej zostały poświęcone w prawosławnej cerkwi w Panamie.
Wieczór był niesamowicie upalny więc zrobiliśmy sobie święta na... pokładzie, wewnątrz jachtu nie dało się wysiedzieć, czerwone wino i inne napoje procentowe złagodziły trochę ten nieznośny upał.
Zrobiło się już tak bardzo słowiańsko że… namówiłam Tomka żeby zagrał na gitarze parę kawałków Okudżawy, później nasi goście przejęli gitarę i siedzieliśmy do późna w nocy.

Podcięte słowiańskie dusze się rozgadały i przy tej okazji dowiedzieliśmy się kilku szczegółów o okolicznościach śmierci pary Rosjan.
W zeszłym roku kiedy dobiliśmy do Panamy, na pierwszych stronach lokalnych gazet wisiała informacja o tajemniczej śmierci pary Rosjan, później opowiadał nam o tym zdarzeniu inny Rosjanin z kotwicowiska, który próbował dowieźć na swoim bączku do pomostu umierającą Rosjankę, nie dowiózł...
Podejrzewano narkotyki, ale podczas autopsji żadnych śladów narkotyków w ciałach nie wykryto.

Teraz okazało się że jeden z naszych świątecznych gości to właściciel jachtu, na którym mieszkali zmarli. Nowy jacht kupiony był specjalnie do przerzutu kokainy z Panamy do Europy, a
zmarły Rosjanin jeszcze do niedawna był płatnym mordercą w Rosji, podobno jednym z lepszych, ale z jakichś powodów wyjechał do Panamy, został Buddystą i jako nowowierca przestał zabijać...
W każdym razie, niedoszły handlarz znalazł namiary na tanią kokainę, jego sponsor przelał mu pieniądze na konto.
I wtedy właśnie zmarł On i jego dziewczyna.
Kiedy właściciel przyleciał do Panamy zaraz po ich śmierci, nie znalazł ani kokainy, ani pieniędzy... Wygląda na to że oboje zostali otruci, trucizny w ich organizmach co prawda nie znaleziono, ale być może dlatego że panamska policja nie była jej w stanie wykryć.
A może przyszło mu zapłacić rachunki z przeszłości...?

Zaczynamy się teraz przyglądać ludziom staranniej zanim postanowimy się do nich zbliżyć.
Poznajemy ludzi, są mili, zapraszamy ich na jacht, my do nich chodzimy w gości... spędzamy fajnie czas, a w sumie nigdy do końca nie wiadomo, kto jest kim tak naprawdę i co chowa pod sympatycznym uśmiechem.
Nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy że możemy się otrzeć o świat handlarzy narkotyków i płatnych morderców...


                                                                                    3 kwietnia

Załoga wyjechała, życie na Luce uroczo spowolniło...
Dzisiaj w gazetach internetowych przeczytaliśmy wiadomość że Scott, sympatyczny Kanadyjczyk, którego poznaliśmy kilka tygodni temu na kotwicowisku, został zatrzymany na swoim jachcie w okolicy Vancouver, z... toną kokainy... To podobno największy przerzut w historii Kanady (pewnie mają na myśli największy który udało im się wykryć).
Scott zrobił na nas pozytywne wrażenie, miły, przyjazny facet, kiedyś pracował z Polakami i zna parę słów po polsku – myślę że tym zdobył sobie po części naszą sympatię:-)

Kanadyjskie media podały że jego (?) jacht zarejestrowany był jako... łódź rybacka...
Scott nie włączył świateł pozycyjnych i nie odpowiadał na wywoływania z helikoptera Coast Guard, to wzbudziło czujność straży granicznej... Teraz pewnie czekają go bardzo długie „wakacje” ...

'A' | NEWS | Multi-Million Dollar Cocaine Bust (VIDEO)

http://www.timescolonist.com/Trial+venue+mulled+accused+sailboat+bust/2752177/story.html