Literka T przy dniu znaczy relacje Tomka

Literka B i pochylony tekst - Beaty


31 grudnia
Pacyfik - 06°34.80'N:080°16.34'W
Nowy Rok na Luce.

Wciąż pada, pada, pada... Do Panamy 150 mil, wiatr słaby, całą noc wlekliśmy się 1.5 węzła pod przeciwny prąd. Rano, Tomek wstał na swoja wachtę i włączył silnik, robimy teraz zawrotne 3.5 węzła. Tomek ma zamiar wskoczyć do wody i przeczyścić śrubę - której pewnie po 3.5 tys. mil urosła broda.

Wczoraj cos zaczęło się dziać z ręką kapitana. W 2006 r. Tomek miał złamanie otwarte łokcia, roztrzaskał go na 16 kawałków, w trakcie 2 operacji, trwających łącznie 13 godzin, złożono rękę... oczywiście nie obyło się bez kilku śrub. Wczoraj nagle łokieć zaczął puchnąć. Poczytaliśmy trochę Morski Poradnik Medyczny i z antybiotyków, które mamy na jachcie wybraliśmy i zaaplikowaliśmy Tomkowi Ampiciline 500 mg - 3 razy na dobę. Ampicilina pomoże uniknąć ewentualnej infekcji, ale kiedy dobijemy do Panamy, rękę powinien obejrzeć lekarz.

W związku z tym ze Tomek bierze antybiotyk, Nowy Rok powitamy bez %.

ps. Dzisiaj po południu ptak, który z nami płynął - odszedł sobie do ptasiego raju.

 


30 grudnia
Pacyfik - 05°45.42'N:080°58.48'W
Do piwa, świeżego mięsa, warzyw i internetu - 200 mil.

Do Panamy 200 mil, chwilowo trochę przyszkwaliło i mamy dobra prędkość 6.5 węzła, która pewnie dramatycznie spadnie po wejściu w zatokę, tam wiatru nie będzie prawie wcale i trzeba będzie włączyć silnik.

Od 24 godzin pada deszcz, zrobiłam naszemu ptakowi na pokładzie dach ze starej plandeki, ale dzisiaj przy silnym wietrze plandeka odczepiła się z jednej strony, no i juz... po dachu, w tym momencie ptak przyszedł do nas do sterówki. Tomek był akurat w maszynowni, a ja siedziałam z Wackiem na kolanach w kapitańskim fotelu. Wacek przyglądał się ptakowi bardzo natarczywie, dobrze, że akurat był u mnie na kolanach i nie miał szansy skoczyć... Wacek w sumie nie jest aż takim mordercą, on by chciał tylko pobawić się trochę z ptaszkiem, ponosić go sobie w pysku... może zakopać gdzieś pod worek z żaglami... jak to robi z rybami latającymi...


30 grudnia
Pacyfik
Spacer?

 

Z 3.5 tys. mil do Panamy - po tym, gdy zmuszeni byliśmy zawrócić z okolicy 40 stopnia S - zostało nam już tylko 300.
Prawą burtą w odległości  ok. 40 mil minęliśmy wyspę Malpelo, w marcu tego roku byliśmy tam z naszym znajomym Makiem Tomaszkiem i ekipa krakowskiego klubu nurkowego "Nototenia".  Malpelo to podwodny raj, niestety - aby tam zanurkować trzeba mieć specjalne pozwolenie, ewentualnie skorzystać z firmy, którą raz na jakiś czas dowozi tam nurków ekskluzywną łodzią motorową, za taką wycieczkę trzeba jednak zapłacić ok. 4 tys. $ od osoby. Z powodu braku pozwoleń nasza załoga "poczęstowała" tamtejszą Navy - kartonem Marlboro i kilkoma butelkami whisky... i dala szybkiego nura :-)

No cóż, Malpelo juz za nami... a ja zaczynam przygotowywać się do wyjścia na ląd:-) Z magazynu części zapasowych i rzeczy chwilowo niepotrzebnych tzn. kabiny rufowej, odkopałam nasze panamskie telefony komórkowe, będą się ładowały, kiedy Tomek następnym razem włączy generator.
Później poinformowałam Wacka, że już niedługo zabiorę go na długi spacer.
Zwykle Wacek na słowo "spacerek" reaguje bardzo żywo, podskakuje z radości, macha ogonem i gotowy do wyjścia czeka na rufie, tym razem jednak zareagował z niedowierzaniem, popatrzył na mnie zdziwiony, jakby chciał powiedzieć:
"odbiło babie, spacerek po Pacyfiku?"
Chyba się pośpieszyłam z tą obietnica i Wacek nie potraktował mnie serio.

Ptak wciąż na pokładzie, nie pije i nie chce jeść suchego chleba, ani kalmara, Który wpadł na pokład, i któregoTomek pokroił dla niego na małe kawałeczki.
Wypuszczamy Wacka od czasu do czasu na pokład za tzw. potrzebą, i Tomek go wtedy, co chwile upomina "Wacek ty morderco, nie rusz ptaka"...

 


29 grudnia
Pacyfik
NIGDY WIĘCEJ

Oznajmiłam dziś, że NIGDY WIĘCEJ nie poplyne w rejs, ktory będzie utrwal dłużej niż 3 tygodnie - no maximum miesiąc...
Powiedziałam kapitanowi, że jak wymyśli kolejny taki długi rejs, to niech płynie sam, ja polecę tam samolotem i poczekam na niego:-) Obrzydła mi dieta mączno - ryżowa i konserwy, obydwoje z Tomkiem przytyliśmy na niej po 10 kg, albo i lepiej, i irytuje mnie to.

Gdy dobijemy do Panamy, najpierw pójdę wziąć dłuuugi prysznic, później siądę z moim laptopem w kafejce internetowej i zamówię sobie zimne piwo... może dwa:-) Poza świeżymi warzywami i mięsem, w takich długich rejsach najbardziej brakuje mi dostępu do internetu.

Później pojedziemy pewnie na zakupy, Tomek odgraża się ze usmaży sobie kurczaka na "chrupiąco" - i zje go sam całego.

ps. Na zdjęciu ptak, który wpadł przez właz w salonie, Tomek wyniósł go z powrotem na pokład, a Wacek ma areszt podpokładowy, żeby nie męczył ptaka.


 

28 grudnia
Pacyfik
A miecznik spier...

Spałam po nocnej wachcie, kiedy nagle usłyszałam na pokładzie:
BEAAAATA.
Wyskoczyłam szybko, Tomek miał na wędce OGROOOMNA rybę - swordfish(miecznik).
Takiej wielkości ryby widziałam wcześniej w kolorowych, ilustrowanych magazynach.
Ryba wyskoczyła prawie cała z wody, wędka Tomka wygięła się w głęboki łuk i...
Nie zdążyłam zejść pod pokład po aparat, ryba zerwała się.
Tomek przeżywał to monstrum przez pół dnia, nie mogąc odżałować, że się zerwało.
Na pocieszenie zostały nam dwa "czerwonomięsne" tuńczyki, zwykle wypuszczamy te ryby spowrotem do wody, nie są smaczne, po usmażeniu ich mięso jest suche i bez smaku.
Jednak tym razem Tomek zostawił je, żeby spróbować jak tego rodzaju tuńczyk będzie smakował suszony.
Do Panamy ok. 500 mil.

 


 

27 grudnia
Pacyfik
Chrzest równikowy

 

Wczoraj obudziłam się z kubkiem zimnej wody na mojej głowie, wyrwana brutalnie ze snu i wściekła, pomyślałam:
"odbiło gościowi, święta Bożego Narodzenia pomylił z Wielkanocą, dyngus mu się przypomniał"
Okazało się, że kapitan postanowił zrobić mi chrzest równikowy.
Takiemu staremu żeglarzowi jak ja - który równik po raz czwarty przechodzi... chrzest równikowy... ?:-))) No niech tam...  w sumie nigdy wcześniej chrztu równikowego nie miałam.
Poprzednio za każdym razem przechodziliśmy równik nocą, i Tomek spał, tym razem równik minęliśmy w ciągu dnia - i spalam ja.

Do Panamy ok. 600 mil.


 

26 grudnia
Pacyfik
ZA TYCH, CO NA LĄDZIE...

Wiatr osłabł i zmienił kierunek, skończyła siĘ brutalna żegluga pod wiatr, zrobiło się przyjemnie.
Wczoraj późnym wieczorem gdzieś w oddali na horyzoncie widać było dwa małe światełka... czyli jakieś dwie jednostki.
Oznacza to, że kończą się luzy i zaczynają ostre nocne wachty.
W miarę zbliżania się do Panamy tłok zacznie się robić coraz większy, Panama to największy na świecie morski węzeł komunikacyjny.

Dzisiaj rozmawialiśmy o polskich świątecznych stołach, o szynkach, boczkach, kiełbasach... etc.
Moj kapitan kocha mięso, i kątem oka obserwowałam jak przełyka ślinę, w końcu kazał mi się zamknąć i przestać gadać o kiełbasie i boczku:-)

I wtedy przypomniało mi się, że kiedy ostatnio sięgałam po wielką puszkę jajek w proszku pod naszą koją, obok stała tej samej wielkości puszka, pomalowana na zielony, wojskowy kolor, na której pisało: BACON.
4 litrowa puszka, 100 porcji boczku, jedna porcja to 3 plasterki, czyli 300 plastrów smażonego boczku z żelaznych zapasów armii amerykańskiej. Szczelnie zapakowane i zdatne do spożycia przez 30 lat od daty produkcji, czyli puszka mogła stać pod nasza koją jeszcze z 15 lat...
Kupilismy trochę takich puszek przed rejsem Tomka dookoła świata: jajka, boczek, wieprzowinę i fasolę.

Tomek otworzył tą puszkę i w całym jachcie zapachniało smażonym boczkiem...
Mamy na jachcie tez suszone hashbrown, tzn. suszone ziemniaki starte na tarce do warzyw o dużych oczkach, trzeba je namoczyć na parę minut, później odsączyć wodę, i usmażyć. (hashbrown to w USA popularny dodatek do śniadań)
No, więc dziś na kolację będą smażone ziemniaczki z boczkiem, i ogórkiem kiszonym, a także ostatnia polska konserwa wieprzowa, pt. "Myśliwska" z świeżym chlebem, i grzybkami marynowanymi, myślę, że do kolacji otworzę moje przedostatnie wino, Tomek poleje sobie rumu i wypijemy - ZA TYCH CO NA LĄDZIE.
Ależ to będzie uczta:-)

 


 

25 grudnia
Pacyfik
Świąteczne konserwy

 

Wczoraj późnym wieczorem włączyliśmy komputer nawigacyjny, aby ściągnąć pocztę i prognozę pogody, i nagle...
BUUUM.
Tomek zerwał się i wyskoczył na pokład, ja włączyłam światła na maszcie.
Okazało się, że pękła kolejna podwięź wantowa, tym razem po prawej stronie. Tomek prowizorycznie zamocował wantę, reszta napraw musiała poczekać do rana.
Dzisiaj mój mąż wykopał z magazynu części zapasowych (kabina rufowa) jakąś starą podwięź wantową (nowych zapasowych juz nie mamy) - ta podwięź ma pewnie ze 20 lat, i jest spawana.

Płyniemy dalej.

Nie planowaliśmy, że spędzimy Święta na morzu, ale tak wyszło...
Ostatnio prowiantowaliśmy Lukę w sierpniu, w Panamie, jest koniec grudnia i różnorodność potraw zaczyna się powoli zawężać.
Przekopałam dziś Lukę dokładnie, wyjęłam, co mamy najlepszego i...
może uda nam się wyczarować świąteczny obiad z puszek:-)

ps. a kapitan szuka fajek...

 


 

24 grudnia
Pacyfik
Życzenia Świąteczne z Pacyfiku

Rodzinie, Przyjaciołom, Znajomym, a także wszystkim tym, którzy trafili na nasza stronę
 przypadkowo życzymy pogodnych i radosnych Świąt.

Tomek i Beata

 


 

23 grudnia
Pacyfik
www.zeglarz.net


 Strona http://www.zeglarz.net
oraz email:zeglarz@zeglarz.net znów działają.
Nasz przyjaciel - Ryszard Trębacz z Buczek - od lat bezinteresownie zajmuje się www.zeglarz.net  (zanim jeszcze poznaliśmy się osobiście) Kiedy otrzymaliśmy sms-a że strona zniknęła i email przestał działać, daliśmy Ryszardowi namiary na konto paypal i karty kredytowe i poprosiliśmy o opłacenie serwisu, ponieważ zawaliliśmy tę sprawę.
Pomimo ze Ryszard zapłacił zaległy rachunek, serwis yahoo - od którego wykupiliśmy hosting - jakoś nie śpieszył się z reaktywowaniem strony.

Poprosiliśmy więc naszych wirtualnych znajomych, żeglarzy z Kanady - Grażynę i Maćka Urbańczyków o pomoc, podając im również namiary finansowe.
Nasi znajomi zadzwonili do biura obsługi klienta serwisu yahoo w USA, intuicyjnie zdali pozytywnie egzamin, odpowiadając na zadane pytania, zabezpieczające przed nieautoryzowanymi użytkownikami:-) I występując w naszym imieniu sprawili ze strona znów istnieje.
Grażyna i Maciek wybierają się w styczniu do Panamy, będziemy więc mieli okazję się poznać i osobiście im podziękować za pomoc.

A tymczasem dziękujemy Ryszardowi za opiekę nad stroną...
trzymanie "ręki na pulsie" i korektę;-)

Kurs 033T
Prędkość 1.8 knots
Do Panamy 800 mil

 


20 grudnia
Pacyfik
Pełnia księżyca

Pełnia księżyca przed ósmą wieczorem...


 

20 Grudnia
Pacyfik
Rejs z odbezpieczonym granatem w garści?

Poniżej tysiąca mil do Panamy i wleczemy się ok. 2 węzłów.

Obydwoje od ponad 3 miesięcy nie palimy. Ostatnio Tomek znalazł pół paczki miętowych papierosów, miętowych - czyli moich. Oczywiście od razu wypalił prawie wszystko, popijając rum ze swojego metalowego kubeczka. Myślę ze miał fajny wieczór.

Udało mi się jednak zabrać kapitanowi jednego papierosa i schowałam go sobie.

Kiedy rzucam palenie, lubię mieć tą świadomość, że w każdej chwili mogę zapalić - bo mam papierosy- komfort psychiczny, dlatego miałam schowane na Luce te pół paczki. Tomek wręcz odwrotnie, nie rzuci palenia dopóki wie, że na jachcie są gdzieś papierosy, i w poszukiwaniu fajek potrafi być bardzo dokładny i nieustępliwy:-)

Schowałam tego ocalonego papierosa, ale następnego dnia Tomek przyszedł do mnie, wyjątkowo miły i uprzejmy:-) Oczywiście od razu wiedziałam, o co chodzi, i pomyślałam, że za tego papierosa mogę mieć wiele rzeczy w zamian:-))

Stwierdziłam: "nie dam go, bo dzięki temu mam Cię w garści"

Na co Tomek odpowiedział:"kochanie, Ty nie chcesz mieć w garści odbezpieczonego granatu"

Cóż, miał racje... dałam mu tą fajkę. I kapitan znów miał przyjemny wieczór w sterowce, z kubkiem rumu i małym dymkiem. A ja uniknęłam ryzyka wybuchu na Luce.

 


18 Grudnia
Pacyfik
PRYWATNY KOMPUTER KAPITANA

Od długiego czasu robimy 100 węzłów na dobę, często z solidnym okładem - dobra prędkość, może zdążymy na noworoczne fajerwerki w Panamie:-)

Mamy na Luce 7 komputerów, 3 stacjonarne - nawigacyjne, w tym jeden niedziałający i 4 laptopy - ale tylko 2 działają. Komputery na jachcie nie żyją zbyt długo i jeżeli jakiś przestaje działać, kupujemy na internecie następny, najczęściej używany, ale staramy się znaleźć ten sam model,(ewentualnie bardzo zbliżony) a ten niedziałający już - trzymamy, jako źródło części zapasowych.

Można mieć jeden porządny, wodoodporny, wstrząsoodporny komputer, przeznaczony specjalnie na jacht, za kilka tys.$, ale szansa, że coś mu przestanie działać, jest prawie taka sama jak w przypadku "normalnych" komputerów, wszystko to elektronika, która ma określoną żywotność, czasem wady fabryczne... Gwarancja producenta jest nieistotna, jeżeli komputer przestanie działać na środku Pacyfiku, cóż nam po niej?

A mój kapitan musi mieć zawsze 2 komputery nawigacyjne działające, jeden komp. ma na imię plan A, a drugi - plan B:-) Plan C - to PRYWATNY LAPTOP KAPITANA, który ma również wgrane programy nawigacyjne, i w razie czego można mu podłączyć naszą malutka, zapasowa, samochodowa antenę GPS. ( plan G albo H to sekstant:-) ) I poza jednym wyjątkiem - laptopem, który dostałam w prezencie od jednego z załogantów rejsu na Las Perlas, naszego znajomego Janusza z NY, mamy na Luce same Compaq'i.

Wczoraj wieczorem stwierdziłam, że za dużo tu jest tych zepsutych komputerów i albo je naprawię, albo wyjmę części, a reszta za burtę. Po kilku godzinach, wyjmowania, przekładania części, rozkręcania i skręcania, udało mi się z dwóch niedziałających laptopów zrobić jeden działający:-) Zostało trochę części i jeden dobry twardy dysk. Sformatowałam wiec obydwa dyski, wgrałam oprogramowanie, i z rozpędu wzięłam się za PRYWATNY KOMPUTER KAPITANA - ostatnio narzekał, że jeden program coś mu źle działa - pomyślałam - przeinstaluje go, to tylko parę minut...

Ale najpierw przerwa na kawę. Postawiłam GORACA, SŁODKĄ KAWĘ Z MLEKIEM na stole, w dosyć sporej odległości od komputerów, ale... w tym momencie Luka podskoczyła na fali, i kubek z GORĄCA, SŁODKA KAWA Z MLEKIEM podskoczył również i wylądował na PRYWATNYM LAPTOPIE KAPITANA. Natychmiast odłączyłam kompa od zasilania, wyjęłam mu baterie i odwróciłam "do góry nogami", poczekałam aż mlecznobrązowy,lepki płyn wycieknie i po jakimś czasie spróbowałam uruchomić...

WIELKIE NIC.

Więc co z tego, że naprawiłam jednego laptopa, kiedy 5 minut później zepsułam następnego?

Już sobie wyobraziłam wrzask wściekłego kapitana - który, na moje szczęście - właśnie zasnął.

PRYWATNY LAPTOP KAPITANA to bardzo ważna rzecz; nie wspominając o emocjonalnym przywiązaniu:-) - to biblioteka z tysiącami książek tekstowych i programem Expressivo, z głosem Ewy (ulubienicy kapitana) - przerabiającym je na MP3, ten komputer pracuje ciężko przynajmniej 12 godzin na dobę... i posiada pełny dysk, przerobionych już książek, gotowych do słuchania. Mamy backup na zewnętrznym dysku - ale na nim znajdują się tylko ksiązki w formacie txt.

Pomyślałam z nadzieją: może uda się ocalić chociaż twardy dysk z PRYWATNEGO LAPTOPA KAPTANA...?

Rozkręciłam go - przetarłam płytę główną i resztę części spirytusem, skręciłam wszystko, i okazało się, że działa:-) Jednak włączony - po paru minutach sam się wyłączał, bateria też w ogóle nie chciała się ładować, wymieniłam mu wiec baterie, i komputer przestał się wyłączać, a bateria zaczęła się powoli ładować. Ale... klawiatura zaczęła czynić cuda... klawisze od wewnątrz posklejały się słodkim skondensowanym mleczkiem do kawy, rozkręciłam jeszcze raz, wylałam na klawiaturę butelkę alkoholu, kiedy dokładnie wyschła, założyłam ja z powrotem i zaczęła działać:-) I w tym momencie za oknami zaczęło świtać... To była bardzo stresującą noc, przywitałam wschód słońca i koniec walki z komputerami lampka wina, po czym poszłam spać:-)

 

 


 

17 Grudnia
Pacyfik
25 kg ryby i kapitan ze scyzorykiem.

Ostatnio często rozmawiamy o tragedii s/y Nashachata w kanale Beagel, i członkach załogi, którzy po wypadnięciu za burtę zginęli najprawdopodobniej z powodu hipotermii. Podobno kpt. Krzysztof Baranowski stwierdził w jakimś wywiadzie tv, że s/y Nashachata zabrakło paliwa, a na pokładzie znajdowała się tylko jedna lekka kotwica, która przy wietrze dochodzącym do 11B nie była w stanie utrzymać jachtu z dala od skał kanału. Dowiemy się pewnie więcej, gdy ocalała załoga dotrze do kraju.

A co u nas?

Wiatr słabnie, z prognozy pogody na 17 do 24 grudnia wynika ze wiatru w okolicy Galapagos będzie mało...

Trzeci dzień pod rząd - na śniadanie świeża rybka, wczoraj i przedwczoraj złapały się nieduże tuńczyki - nawet nie opłacało się brudzić patelni. Zjedliśmy je na surowo. W postaci sashimi, z wasabi i sosem sojowym. Dzisiejsza ryba jest duuuża, nawet ładna; szara, w błękitne paski, waży ze 25 kg - teraz trzeba na jakiś czas wyjąć wędki z wody, żeby przypadkiem znowu coś się nie złapało.

Większość ryby namoczymy w sosie sojowym i ususzymy, ale pewnie zjemy ją na surowo, zanim jeszcze się ususzy, ostatnio ryba przyrządzona w ten sposób cieszy się na Luce popularnością.

Kapitan siedzi w sterowce, razem z zawieszona pod sufitem, brązowawą od sosu sojowego rybą, która wygląda bardzo apetycznie, ze względu na ten kolor - kojarzy się z wędzonymi kawałkami mięsa... no wiec kapitan siedzi sobie na swojej wachcie, która od momentu pęknięcia wanty kolumnowej na lewej burcie trwa 24/24, z słuchawkami odtwarzacza mp3 w uszach, słucha jakiejś ksiązki, rozgląda się zamyślony dookoła... i co jakiś czas wyjmuje swój scyzoryk... i... ciach - kawałeczek rybki... taka mała przekąska.

Tylko Wacek gardzi surową rybą, czeka na smażone filety, albo kotlety mielone z ryby. Usmażymy wieczorem kilka kawałków i jeżeli ryba okaże się smaczna - na kolacje będą filety, jeżeli będzie sucha i trawiasta - przerobimy ją na kotlety mielone i wrzucimy do sosu grzybowego z proszku

 


15 Grudnia
Pacyfik
s/v Nashachata

Wczoraj czytałam po raz kolejny i kolejny smutną wiadomość o losach s/v Nashachata i tragicznej śmierci kapitana i jego syna, i nie mogłam przestać myśleć o tym... Z wiadomości, którą dostaliśmy od znajomych z Ushuaia, wynika ze pogoda tego roku jest tam wyjątkowo ciężka, i nawet duży statek pasażerki Veendam (Holland America) wymaga porządnych napraw po starciach z pogodą w okolicy Ushuaia...


 

14 Grudnia
Pacyfik
Przed chwila otrzymaliśmy smutną wiadomość - Nashachata

Wypadek polskiego jachtu, pięć osób uratowano, widać dwa ciała

Trwają poszukiwania dwóch Polaków, zaginionych po poniedziałkowym wypadku jachtu z siedmioma Polakami na pokładzie w Kanale Beagle, na południu Argentyny. Pięciu rozbitków jest w dobrym stanie - powiedziała rzeczniczka ambasady RP w Buenos Aires. Służby ratunkowe informują, że z pokładu śmigłowca widać w wodzie dwa ciała. Nie dają oznak życia. Akcję ratunkową utrudniają ciężkie warunki pogodowe.

- Informacja o wypadku dotarła do nas z centrum ratownictwa marynarki wojennej i dopiero wtedy podjęliśmy działania właściwe dla ambasady - poinformowała Edyta Kwiatkowska-Faryś. Według argentynskich mediow chodzi o jacht "Nashachata". W wyniku rozpoczętej dzisiaj akcji ratunkowej odnaleziono pięciu rozbitków, którzy są w dobrym stanie; jedna z tych osób wymaga opieki medycznej. Polacy znajdują się na okręcie wojennym w drodze na stały ląd. Ratownicy poszukują kolejnych dwóch Polaków, którzy wchodzili w skład załogi. Wpadli oni do wody w momencie, gdy jacht uderzył o skały.

Jak podała marynarka wojenna Argentyny, jacht rozbił się w pobliżu portu Ushuaia, w Ziemi Ognistej, w pobliżu granicy z Chile. Przyczyną wypadku jachtu były złe warunki pogodowe; jednostka prawdopodobnie obiła się o brzeg - przekazała Kwiatkowska-Faryś

 


 

14 Grudnia
Pacyfik
Przerwa

Strona www.zeglarz.net chwilowo nie działa. Data ważności karty kredytowej automatycznie, co miesiąc opłacającej miejsce na serwerze - wygasła. Przed wypłynięciem z Wyspy Wielkanocnej powinnam zrobić update, i wpisać tam numery nowej karty, ale jakoś... zupełnie zapomniałam o tym. Dzisiaj wysłaliśmy numery innej karty kredytowej naszemu przyjacielowi Ryszardowi - który zajmie się tym, kiedy będzie miał chwilę czasu.

Narazie jednak strona zeglarz.net oraz email zeglarz@zeglarz.net nie działają. Możemy odbierać krótkie emaile - wiadomości do 160 znaków, wysyłane na adres:

881631562521@msg.iridium.com

Serwis sailbloga przesyła nam również wiadomości pozostawione na stronie (komentarze):

www.sailblogs.com/member/svluka

Info (23 grudnia 2010) :
Wszystko wróciło do normy

adres email (zeglarz@zeglarz.net) jest już aktywny

- ivo - czasowy administrator www.zeglarz.net

 


13 Grudnia
Pacyfik
Pod wiatr...

Szkwały przynajmniej 3 razy na dobę, w czasie, których Luka przyspiesza do (zawrotnej dla niej prędkości) 8 - 8.5 węzła i kładzie się maksymalnie na lewa burtę. Nie wspominając o tym, że nawet bez szkwałów przechył na lewą burtę jest uciążliwy, gdyż kuchnia i łazienka są po prawej. Czyli otwierając jakąkolwiek szafkę w kuchni - ryzykujemy, że jej zawartość wyleci na podłogę (albo na nas), pompka przy toalecie i zlewie nie chce zassać słonej wody, ponieważ w tym przechyle otwory znajdują się powyżej linii wodnej. W związku z tym, aby spuścić wodę w toalecie, albo zmyć naczynia, trzeba wyjść na pokład i nabrać wody wiaderkiem zza burty, co w ostrym przechyle - też łatwe nie jest. I tak jest od momentu, kiedy zrobiliśmy zwrot, i skierowaliśmy Lukę na północ, w stronę Panamy.

A wędki wciąż puste...


11 Grudnia
Pacyfik
W oczekiwaniu na rybę

Czekamy na smaczną rybę, na ogół łapią się o świcie, ale, pomimo że codziennie mijamy stada ryb latających, żyłki naszych wędek zwisają luźno. Może jutro coś się złowi...

Przed wypłynięciem z Panamy kupiłam 6 latarek LED, do ładowania z gniazdka 110v i lądowaliśmy je podczas pracy generatora, po 3 miesiącach 3 z nich wylądowały za burtą. A wydawało mi się, że taki niezły interes zrobiłam i zaoszczędzimy na bateriach do latarek... Poza krótką żywotnością, te chińskie latarki są niebezpieczne, 2 z nich zaczęły dymić podczas ładowania. Mamy jeszcze 3 - używam ich do czytania książek, kiedy nie ma wiatru i generatory wiatrowe nie ładują baterii, a noce się dłużą... Wkrótce i one wylądują za burtą, i włożymy baterie do naszych starych, porządnych latarek...

 


 

9 Grudnia
Pacyfik
Do Panamy 2000 mil...

2000 mil do Panamy...


8 Grudnia
Pacyfik
Znowu trudno użyć spłuczki w toalecie...

Znowu pod wiatr, znowu w przechyle, znowu trudno użyć spłuczki w toalecie...
Z powodu tego przechyłu pompa nie może zassać wody.
Trudno zmywać naczynia, ponieważ w kontekście ograniczeń słodkiej wody, naczynia można myć tylko w słonej, ale z powodu przechyłu, pompa słonej wody w kuchni zachowuje się tak samo jak ta w toalecie, a nawet gorzej, bo kran wypluwa z siebie wodę krótkimi seriami i chlapie... wszędzie dookoła, tylko nie do zlewu...

To zadziwiające, że Wacek nawet, gdy obszczekuje albatrosy na dziobie, wie, kiedy otwieramy szafkę z konserwami mięsnymi... Na rufie.
Kiedy otwieramy każdą inną szafkę obok, np. z puszkami warzywnymi, albo rybnymi, nie ma takiej reakcji.
Otwieramy szafkę z mielonką wieprzową i kanadyjska szynką,  od razu pojawia się Wacek:-)

Wacek od 8 tygodnia swojego psiego życia mieszka na jachcie i wygląda na to, że jego największym przysmakiem są puszki mięsne.
Kiedy otwieramy jakąś, Wacek oczywiście dostaje swoją działkę, a na koniec zostawiamy kawałeczek w puszce, którą troszkę zginamy, tak by nie mógł go zbyt szybko wyjąć i Wacek ma zajęcie przez pół dnia, próbuje dostać się do pachnącego kawałka mięska i pilnuje takiej puszki jak cennego skarbu.
Warczy na nas groźnie, kiedy zbliżamy się do niego...


6 Grudnia
Pacyfik
Szkwale za szkwałem...

Przez ostatnie 48 godzin - szkwał za szkwałem.
Idziemy pod wiatr, kapitan zamieszkał w sterówce i osobiście pilnuje, aby Luka przypadkiem nie zrobiła nieautoryzowanego zwrotu - byłoby to niebezpieczne dla masztu, po lewej stronie nadal mamy pękniętą podwięź wantowa.
Grot skrócony jest do drugiego refu - również, aby nie obciążać tego masztu.
Czekam z niecierpliwością na koniec każdego kolejnego szkwału, Luka przechyla się bardzo mocno, wysuwają się szuflady, otwierają szafki, z których cala zawartość skrzętnie kiedyś przeze mnie ułożona, wysypuje się w ciągu sekundy... Jakieś trzaski na pokładzie, wnętrze Luki skrzypi... fale rozbijają się o kadłub jakby ktoś walił w nas taranem... cały czas boję się, aby nie pękła kolejna wanta...

Wacek chyba też nie przepada za taką pogoda, nie schodzi z moich kolan, a kiedy ja wstaję np. do kuchni, albo do łazienki, Wacuś próbuje iść za mną... próbuje, bo wpada na tym przechyle w poślizg i przebiera w miejscu nogami...

4 Grudnia
Pacyfik
Pękła kolejna podwięź wantowa...

Poprzedniej nocy, kiedy mijaliśmy wyspę Wielkanocną, zerwał się dość silny szkwał, usłyszeliśmy głośny trzask na pokładzie.
Pękła kolejna podwięź wantowa na lewej burcie.
Tomek twierdzi ze coś nie gra także z wieszakami, które mocują wanty do masztu, ponieważ jedna z want spadla na pokład...
Narazie żeglujemy ostro pod wiatr, prawym halsem i wanty po prawej burcie trzymają maszt, ale jak tylko wiatr trochę osłabnie, Tomek będzie musiał chyba wejść na maszt i jakoś to <tymczasowo> naprawić...

 


3 Grudnia
Pacyfik
Odpady chemiczne?

Dzisiaj, 3 Grudnia 2010, 23:05 UTC, pozycja 25°52.170'S:109°08.507'W, wiatr z E, poczuliśmy na zewnątrz silny zapach chemikalii, który utrzymywał się przez następne kilka godzin.
Czyżby gdzieś w okolicy ktoś pozbył się odpadów chemicznych? Skąd taki zapach na środku Pacyfiku, gdzie zapachów generalnie nie ma...

Wczoraj w nocy mijaliśmy Wyspę Wielkanocną, i w tym momencie,,, padł GPS. ( na szczęście dziś rano okazało się, że to tylko styki, i zaczął działać :) Chwilę po tym jak padł GPS, zerwał się silny szkwał... po którym okazało się, że... jedna z want leży smutno na pokładzie...
Cdn.


2 Grudnia
Pacyfik
Ryba prawie suszona

Na zdjęciu: kawałki złapanego kilka dni temu tuńczyka; namoczone przez 20 minut w sosie sojowym, później kilka godzin leżały na dachu sterówki, na papierze, aby dokładnie obciekły z sosu sojowego, potem zawieszone do wysuszenia wewnątrz sterówki.
Tak suszoną rybę można dodać do ryżu, zupek chińskich...etc.
Nasza ryba ma niewielka szanse wyschnąć, ponieważ ledwie Tomek ją zawiesił, zaczęliśmy zjadać ją po kawałeczku, pokrojona w cienkie paski, maczamy w wasabi, wymieszanym z sosem sojowym.
Pycha.

 


2 grudnia
Pacyfik
Wyspa Wielkanocna po raz trzeci

Po raz trzeci w ciągu ostatnich dwóch lat zbliżamy się do Wyspy Wielkanocnej.
Bujamy się po Pacyfiku:-)


 

1 grudnia
Pacyfik
Wiadomości z Pacyfiku

Admirał Mrówa w Los Angeles przywitał załogę s/v Solanus i zagrał im na łyżkach szantę... niejedną.
Gosia i Tomek na s/v Sanny w Nowej Zelandii, wymieniają wanty, a w przerwach grillują na pokładzie.
Mantra Ania z Davidem i Marta zbliżają się do Palau i już za chwilę załoga wskoczy pod prysznic i zaliczy internet.
Nasi znajomi żeglarze z Mexyku, Ivo i Jola, znowu planują stać się posiadaczami łódki i powrócić na ocean (żeglowali wcześniej przez 15 lat).
Okazało się całkiem możliwe, że spotkamy się w Panamie z naszymi wirtualnymi znajomymi: Grażyną i Maćkiem z Kanady, którzy tez już są bliscy zakupu swojego katamaranu... i dołączenia do grona morskich wagabundów.
Na wspomnienie kolejnego dowcipnego maila od naszego znajomego - Tomka Andersa, żeglarza z Anglii, który niebawem pożegna stały ląd i wraz z żoną Olą, przesiądzie się na swój 15 metrowy jacht - uśmiechałam się przez resztę dnia...

Tysiące mil morskich do brzegu, jednak wiadomości docierają do nas codziennie dzięki kochanemu Iridium, Airmail i naszemu listonoszowi Ryśkowi, zwanemu tu i owdzie - Ivo.

Ostatnio doszłam do konkluzji ze posiadanie telefonu satelitarnego IRIDIUM i nie podłączenie go do komputera, i programu emailowego, tylko wysyłanie sms-ow do znajomych, i prośba o pogodę - to moim zdaniem niewykorzystanie, a wręcz marnowanie możliwości, jakie daje nam dzisiejsza technologia.
Koszt sms-a to 55 centów, sms może zawierać do 160 znaków, razem z tzw. przerwami, a jeśli sms-a wysyłamy na email, to od tych 160 znaków, musimy odjąć ilość znaków w adresie e-mailowym.
Koszt jednej minuty Iridium jest różny, zależnie od tego ile tych minut kupimy, im większą ilość - tym są tańsze.
Rozpiętość cenowa to: 0.99 do ok $2.00 ( może obecnie już nawet więcej, nie orientuje się)

Zużywamy zwykle jedną minutę, czasem więcej, ale nie więcej niż dwie minuty, by wysłać 5 emaili i tyle samo ich odebrać, w tym prognozę pogody na trzy dni - co 6 godzin.

Nie wspominając już o tym jak niewygodne i pracochłonne jest wstukiwanie wiadomości w telefon... vs w klawiaturę komputera.

Konkluzja wydaje się oczywista, z tym ze nie dla wszystkich.
Zauważyłam, że wielu żeglarzy posiada telefony Iridium, naładowane minutami i nie za bardzo wiedzą o ile więcej można z Iridium zrobić.

Jeżeli wydajemy $1400 na telefon satelitarny, (szacunkowo) $500 na minuty, wydajmy jeszcze $250 rocznie na opłacenie programu Airmail, który da nam możliwość ściągania prognoz pogody w doskonale czytelnym systemie "grib", a także możliwość ściągania i wysyłania poczty. Robiąc to raz dziennie zużyjemy 1-2 minuty... pewnie cenowo wyniesie to podobnie, ile wydaja posiadacze Iridium, korzystający tylko z wysyłania sms-ow.

Posiadacze licencji radioamatora - nie muszą wydawać $250 rocznie na program Airmail, mogą korzystać z bezpłatnego programu Winlink.

 

A tak na zakończenie... wcale się nie obrazimy jak dostaniemy ładnego sms-a;-)) wysłanego np. bezpłatnie z emaila:-) 881631562521@msg.iridium.com (do 160 znaków)

albo ze strony www.iridium.com
na numer 881631562521

Z tym ze my nie wstukujemy odpowiedzi w telefon/sms - my wysyłamy emaila:-)

 


Listopad 2010 r