Panama
 

 

Share

Literka T przy dniu znaczy relacje Tomka

Literka B i pochylony tekst - Beaty


22 czerwca

Przyszedł czas na szlifowanie i lakierowanie... szafek kuchennych, łazienki, stołu nawigacyjnego... etc.
No i podczas nieobecności kapitana złapałam w ręce... szlifierkę, pomyślałam sobie że facet utrudnia mi życie zakazując używania szlifierki i każe szlifować wnętrze papierem ściernym... wyszlifuje wszystko zanim wróci i nawet nie będzie wiedział...
W niektórych miejscach poszło pięknie, no... drzewo było, ale taka jedna ściana ze sklejki... skąd ja to mogłam wiedzieć... że ona ze sklejki...
Strasznie i obrzydliwie skopałam ... 3 dni ukrywałam ścianę przed kapitanem...
Przywiązałam otwarte drzwi łazienki do innych drzwi żeby nie zauważył tego miejsca, i kazałam ich nie ruszać, twierdząc że świeżo malowane i lakier jeszcze nie wysechł... no a jak lakier podsechł, a kapitan już zasnął, to po cichutku w nocy kładłam nową warstwę... i twierdziłam że nadal nie wysechł...
Kupiłam nawet piękny lokalny obraz - mola...
No ale w tym miejscu przejście jest wąskie, i przy rozbujanym jachcie będziemy się o niego opierać, bez sensu...
Poza tym żeby to zakryć musiałabym go zamocować w bardzo dziwnym miejscu... hmmm
W końcu musiałam powiedzieć.
Zaproponowałam "kochanie, a może się dziś napijemy ?"
Nalałam kapitanowi drinka, później drugiego, pokazałam mu jak ładnie mi wyszło lakierowanie szafek w kuchni, jak ładnie doczyściłam rdzawe plamy z piecyka... itp. inne rzeczy zrobiłam ładnie (z dużym naciskiem na "ładnie"), no a na koniec zapytałam czy nie będzie krzyczał, a jak obiecał że nie, to pokazałam mu ścianę...
Nie krzyczał, wracał ją tylko oglądać kilka razy tego wieczoru, i kilka razy następnego dnia, i za każdym razem mówił:
"ale spierd....iłaś"
No cóż. Od teraz mam zakaz używania narzędzi elektrycznych podczas nieobecności kapitana ( tak jakbym śrubokrętem nie mogła nawiercić paru dziurek :P ;) )
Postanowiliśmy zrobić na tej ścianie decoupage.

 


3 czerwca Taboga

Tomek ostatnio nie ma humoru, łatwo się irytuje (ech...) i ogólnie chyba jakiś mało szczęśliwy, za długo już stoimy w jednym miejscu... mało żeglowania, dużo pracy... i ten ciągły bałagan na jachcie związany z remontem...
Wczoraj po południu namówiłam go na spacer po wyspie, nie miał ochoty po całym dniu pracy, na rozgrzanym jak patelnia pokładzie, ale w końcu się zgodził.
I fajnie się stało. Poznaliśmy przy tej okazji ciekawych ludzi, ogólnie, spędziliśmy miłe popołudnie i mój kapitan znów się zaczął uśmiechać:-)

Jil i Doug – nasi nowi znajomi podróżują na 46 stopowym jachcie motorowożaglowym, z Alaski do Chile, ale mają za sobą ponad 20 tysięcy mil w arktycznych i sub-arktycznych wodach, eksplorując wybrzeża Alaski, Grenlandii, Spitsbergen i Norwegii na… kajakach.(!)
Wyjątkowi ludzie, obejrzeliśmy slajdy z ich wypraw, niektóre zdjęcia zapierały dech w piersiach.
Doug i Jil podarowali nam swoją książkę z okresu arktycznych wypraw pt. „ Rowing to Latitude” Jouneys Along the Arctic's Edge.
Okazało się że Jil i Doug płyną niedługo w tym samym kierunku w który i my się wybieramy, więc być może nie było to nasze jedyne spotkanie...


2 czerwca Taboga

Tomek zrobił wczoraj siatkę na ryby, zajęło mu to parę godzin, pracował nad nią na nagrzanym pokładzie, słuchając książki na swoim małym mp3 playerze .... ale za to wieczorem na całej długości Luki pod dnem wisiała siatka...
Dzisiaj rano wyciągnął siatkę, były w niej... 4 nieduże ryby.
Wygląda że miejsce gdzie stoimy jest przełowione, albo ryby tu inteligentne i omijają siatkę:-)
Niemniej Tomek ryby oskrobał i usmażył, i w połączeniu z kawą zaserwował nam obojgu pyszne śniadanie.


 

MAJ