Zeglarz w ogniu



 Relacja Benka

10 marca, po 10 latach przygotowan i po 10 miesiacach przygotowan do zeglugi, jacht splonal calkowicie w 10 minut.

W sobote, 10 marca, po poludniu wyklejalem zywica poliestrowa i mata szklana wzmocnienie w kokpicie przy rufowym maszcie. Przez ostatnie miesiace laminowalem ta zywica (epoksydowa tez) wielokrotnie rozne rzeczy, m.inn. zbiorniki paliwa. Tym razem odlozylem na poklad przy dziobowej zejsciowce, plastikowy, 1/2 litrowy pojemniczek z gestniejaca zywica i rozrobilem nastepna porcje w nowym pojemniku. Kiedy laminowalem poczulem plecami goraco. Kiedy odwrocilem sie zobaczylem plynaca sciane ognia. Od samozaplonu pojemnika z gestniejaca zywica zapalil sie galon z zywica nastepnie wyzej stojacy utwardzacz i rozpuszczalnik. Pozar rozprzestrzenial sie tak gwaltownie, ze po ugaszeniu palacych sie spodni, kiedy wrocilem na poklad, nie moglem juz zejsc zejsciowka rufowa po dokumenty. Podczas szamotania sie z podlaczonym wezem do wody, ktorego koncowka z zaworem akurat wisiala po zawietrznej ognia, palily sie juz zagle i wszystko co bylo na pokladzie. Kiedy nozyczkami (podanymi przez widza, a widzow byly setki) przecialem waz z woda, zwalil sie maszt rufowy i chwile pozniej maszt dziobowy zgial sie jak swieczka. Wtedy przyjechala straz pozarna. Wyjatkowo szybko, mimo dojazdu blokowanego przez setki gapiow na promenadzie.  Na dwa weze zalali jacht woda i ugasili pozar w ciagu 30 minut. Po odjezdzie strazy pozarnej znalazlem w zgliszczach nadpalona, mokra torbe z dokumentami. To byla prawdziwa radosc. Zawsze nosilem ja z soba. Jacht wypalil sie, wlasciwie wszystko, co bylo plastikowe, spalilo sie na pokladzie i pod pokladem do lini wodnej. Ciekawostka, na pokladzie pozostalo lekko nadpalone nowozakupione drewno. Druga radosc, kiedy znajomi z Ensenady zabrali mnie mokrego, z paroma lekkimi otarciami naskorka, z pomostu.

Jacht mial tylko ubezpieczenie liability, czyli OC, kupione tu w Meksyku. Nie musialem placic za spalony pomost w marinie. Nie ubezpieczylem jachtu od wartosci w USA z powodu absurdalnej ceny, 5000 $ rocznie za plywanie w poblizu portu, i 10 - 15 tys rocznie bez ograniczen. Mialem w planie poszukac meksykanskiego (z opinia niewyplacalnosci) ubezpieczyciela przed wyjsciem w morze.

Po spaleniu, po paru dniach poszukiwan, przymuszany przez wlascicieli mariny, znalazlem i podpisalem z facetem umowe o odholowanie wraka z reprezentacyjnej czesci Ensenady, wymontowanie pozostalego wyposazenia, sprzedanie i podzielenie 50/50.

W miedzyczasie wywiozlem ocalale narzedzia i troche rzeczy, ktore lezaly w poblizu dna jachtu (buty ocalaly, koszule spalily sie) i od paru dni myje je z sadzy u znajomych w domu.

Komputer z adresami emailowymi spalil sie. Jestem ubrany, najedzony i mam gdzie spac. Na razie pozostaje w Meksyku, w Ensenadzie.

 

Powyzszy opis jest relacja z niechcianego zdarzenia, innym ku przestrodze. Mgliscie zdawalem sobie sprawe z samozapalenia zywicy ale brak zabezpieczen jest moja wina.

Benon

Wiecej...

 

 

   
   

 

1